
Najlepszym przykładem na usprawiedliwienie porażki jest stosowanie wymówek a co za tym idzie wykręcanie się czymkolwiek. Mistrzem w danej dziedzinie jest trener Interu Mediolan Jose Mourinho. Zasłynął on przede wszystkim z przedmeczowych słownych gierek i prowokowania, oraz z tego, że po meczu potrafi „wtopę” swojej drużyny usprawiedliwić dosłownie wszystkim, od wymówki : „rosół był za słony” do stwierdzenia : „patrzcie państwo, korupcja!!”.
Takie usprawiedliwianie świadczy o kompletnej protekcjonalności, z której również słynie wcześniej wymieniony Mourinho.
Gierki słowne są dobrym chwytem na podłamanie i tak już słabego psychicznie przeciwnika, a zdanie typu „Jak się mówi "oszukiwać" po katalońsku?”, „Mamy najlepszych graczy oraz – wybaczcie jeśli jestem arogancki – najlepszego trenera” czy „Jestem absolutnie pewien, że w przyszłym sezonie będziemy mistrzami” mają na celu tylko jedno – pokazanie światu kim się nie jest, czyli zgrywanie nonszalanckiego „pana”.
Jednak są plusy przedmeczowego napinania sytuacji. Gdy Mourinho podłamie graczy przeciwnej drużyny, którym po paru ostrych słowach może nie grać się najlepiej, a jego drużyna jest w stanie to wykorzystać, wtedy najczęściej pada bramka. Jedynym wyjściem, aby nie przegrać meczu jest odpowiednio zmotywować swych graczy w szatni.
Reasumując, stwierdzam iż usprawiedliwianie porażki jest na poziomie niegodnym trenera wielkiego zespołu, szkoleniowca walczącego o najwyższe trofea, a gierki słowne są czasem niezbędne aby mieć psychiczną przewagę, lecz pamiętajmy, że mecz rozgrywa się na boisku, a nie na konferencji prasowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz